WE ARE WITH YOU!

Dzisiaj publikuję post smutny, ale jednocześnie bardzo ważny. Post z dedykacją dla słodkiego malucha, który walczy z chorobą. Cudownego Nepalczyka, z którym jeszcze nie tak dawno wesoło bawiłam się w Bakrang-6. Los bywa przewrotny. Nieprzewidywalny. I przede wszystkim niesprawiedliwy.



Od miesiąca niespełna 2 letni synek Prakasha (wicedyrektora szkoły w Bakrang i naszego dobrego przyjaciela), którego pieszczotliwie nazywam „my Little Prakash”, przebywa w szpitalu dla dzieci. Na jego ciele pojawiały się krwawe wybroczyny, krew zaczęła sączyć się z ust, temperatura stale rosła, a on sam był bardzo osłabiony. Został więc przyjęty do szpitala w Kathmandu, gdzie przeprowadzono podstawowe badania. Wyniki morfologii były niepokojące.
Lekarze wykonali zatem biopsję szpiku kostnego, który został wysłany do Indii. Wyniki zmartwiły nas wszystkich – mutacja genu BCR i Abl okazała się być pozytywna. Zmutowany gen odpowiada za produkcję nieprawidłowego białka i wskazuje na... przewlekłą białaczkę szpikową. Lekarze początkowo twierdzili, że jest to „prestage of blood cancer”. Dzisiaj wykryto jednak anemię aplastyczną i lekarze mówią o konieczności przeszczepu szpiku kostnego. Kolejne badania wciąż są wykonywane, a rodzina czeka na potwierdzenie diagnozy.

A „my Little Prakash” jest z dnia na dzień coraz słabszy i nie potrafi już nawet ustać na nóżkach. Wybroczyny na skórze nie znikają, co więcej, pojawiają się nowe, a temperatura ciała wciąż jest wysoka. Co drugi dzień przyjmuje dwa woreczki krwi z donacji, co pozwala mu jakoś funkcjonować.



Prakash konsultuje się z różnymi lekarzami i być może będzie zmuszony wyjechać z maluchem na leczenie do Indii. Wciąż nic nie jest jednak pewne.
Niemal codziennie rozmawiam z Prakashem i z nadzieją czekam na jakiekolwiek radosne wieści. Wierzę, że wszystko musi skończyć się dobrze. To przecież nasza nepalska rodzina! Ludzie bardzo nam bliscy, z którymi spędziliśmy ostatnich siedem miesięcy! Pozytywnych informacji jak dotąd jednak brak...

I wciąż nie rozumiem niesprawiedliwości świata. Wciąż się nad nią zastawiam. Jak to jest, że tak przerażające rzeczy spotykają ludzi, którzy w życiu nic nie mają? Prakash wiąże przecież ledwo koniec z końcem. Zarabia 800zł na miesiąc i mieszka w tymczasowym schronieniu z gliny i blachy falistej, bo jego dom runął podczas trzęsienia ziemi. Na kilku metrach kwadratowych mieszka z żoną, synkiem i swoją matką. A jego córka musi przebywać ponad 100 km od rodziców, u swojej babci, bo w Bakrang po trzęsieniu ziemi nie ma warunków dla całej rodziny.
Prakash jest wspaniałym, pomocnym człowiekiem i niczego wielkiego nie oczekuje od życia. Chce tylko, aby członkowie jego rodziny byli zdrowi. Czy to naprawdę aż tak wiele?
I teraz zupełnie niespodziewanie świat znów wali mu się na głowę. Poważna choroba synka to kolejne trzęsienie ziemi w jego życiu. Czy nie za dużo tego wszystkiego?

Chciałabym poprosić Was o to, abyście mocno trzymali kciuki za naszego słodkiego malucha. Ma przed sobą jeszcze całe życie i może przecież wiele osiągnąć. Jedyne, czego mu dzisiaj potrzeba, to zdrowie.

A ja mam ogromną nadzieję, że gdy wrócę wkrótce do Nepalu „my Little Prakash” będzie znów radośnie biegał po Bakrang. Że znów będę mogła się z nim bawić, a gdy jeszcze trochę urośnie – dzielnie będzie uczył się w szkole, którą odbudujemy!

Trzymajmy za to wszyscy kciuki! 

We are with you!


Komentarze

Popularne posty