Jak mija nam pierwszy tydzien?



Niedziela (15.11.2015) minęła nam na słodkim lenistwie. Niemal cały dzień regenerowaliśmy siły. W planach mieliśmy zwiedzanie kolejnej świątyni, jednak nasze organizmy domagały się odpoczynku po wzmożonej pracy w ostatnich tygodniach. Razmawiając z naszymi Nepalskimi przyjaciółmi nawet nie zorientowałam się, kiedy za oknami zapadł zmierzch. Maciej do rozmowy niestety przyłączyć się nie mógł ze względu na swoje cotygodniowe, niedzielne milczenie.


W poniedziałek (16.11.2015) od południa spacerowaliśmy po najbliższej okolicy, pytając napotkanych Nepalczyków o aktualną sytuację w ich kraju. Niestety nie dzieje się najlepiej. Indie wciąż utrzymują blokadę ekonomiczną, nie dostarczając do Nepalu paliwa i gazu. Pojazdy czekają w niezwykle długich kolejkach do stacji benzynowych i nic nie wskazuje na to, aby w najbliszszym czasie cokolwiek miało się zmienić. Choć na ulicach wciąż widać wiele pojazdów, jest ich prawie cztery razy mniej niż jeszcze trzy miesiące temu. Paliwa w kraju jest bardzo mało i nawet po kilku dniach czekania w kolejce Nepalczycy nie mogą zatankowac pełnego baku. Swoją pomoc zaoferowały Chiny, jednak dla Nepalu nie jest to korzystne rozwiązanie. Transport poprzez góry będzie ekstremalnie trudny, a zimą wręcz niemożliwy. Chińscy politycy zacierają natomiast ręce, ponieważ od dawna konkurują z Indiami, aby uzyskać jak największe wpływy w Nepalu. Ponad 90% produktów jest tutaj obecnie sprowadzana z Indii, a indyjska mniejszość w Nepalu jest niezwykle liczna, w związku z czym Nepalczycy są po prostu uzależnieni od swoich potężnych sąsiadów.



Brak paliwa nie jest jedynym problemem. Również brak gazu zmusza Nepalczyków do lepienia glinianych palenisk i gotowania żywności na ogniu. Ceny drewna rosną w zaskakującym tempie i na dzień dzisiejszy są już 8 razy droższe niż w Polsce. Nepalczycy korzystają z wszystkich możliwych okazji - wspinają się w centrum miasta na drzewa i zdobywają materiał na opał. Ponadto ludzie czekają z butlami po gaz w niezwykle długich kolejkach. Trzy dni to na obecną chwilę realny czas oczekiwania na dostawę gazu. Jak długo ta trudna sytuacja będzie się utrzymywać? Prawdopodobnie tak długu, aż Nepalczycy nie ulegną naciskom ze strony Indii. Wszystko wskazuje na to, iż dopiero zmiany w niedawno uchwalonej, nepalskiej konstytucji przyczynią się do wstrzymania blokady ekonomicznej. Więcej informacji na ten temat znajdziecie w naszych wideorelacjach z Katmandu:
https://www.youtube.com/watch?v=Lp9jQZSOLQA
https://www.youtube.com/watch?v=BSG8Jk_aPrE


 

Po południu udaliśmy się z wizytą do Konsula Honorowego Rzeczypospolitej Polskiej, który potwierdził bardzo ciężką sytuację, w jakiej obecnie znajduje się Nepal. Odradził nam również rozpoczęcie projektu budowy szkoły w Bakrang-6 ze względu na wysokie ceny paliwa. Według jego opinii projekt powinniśmy rozpocząć dopiero za kilka miesięcy. Informację od Konsula lekko nas zmartwiły, jednak postanowiliśmy nie załamywać rąk, dopóki nie zweryfikujemy wszystkich możliwości. Projektu na pewno nie chcielibyśmy przesuwać w czasie.


W poniedziałek udało nam się także spotkać z Jerzym Kostrzewą. Wspólnie zjedliśmy tradycyjne Momo, a więc nepalskie pierożki i omawialiśmy obecną sytuację w Nepalu. Po długich poszukiwaniach dotarliśmy również do Ambasady Indii, jednak niestety nie wstrzeliliśmy się w godziny pracy urzędników. Załatwianie wizy przełożyliśmy zatem na kolejny dzień.


Poraz pierwszy miałam także okazję skorzystać z bardzo powszechnej w Azji toalety - a więc dziury w podłodze z wydrążonym miejscem na stopy. Ku mojemu zdziwieniu, ta zaskakująca dla Europejczyków wersja toalety jest po prostu wygodna! Na pewno dużo wygodniejsza niż korzystanie z tradycyjnych, publicznych toalet, kiedy wisimy w powietrzu i za wszelką cenę staramy się nie dotknąc muszli klozetowej :)



Kolejnego dnia, a więc we wtorek (17.11.2015), szczęście niestety nam nie sprzyjało. Wstaliśmy wczesnym rankiem, aby po raz drugi złożyć wizytę w Ambasadzie Indii. Nepalczycy, u których mieszkamy, na szczęście w porę przekazali nam, iż akurat tego dnia odbywa się jedno z wielu nepalskich świąt. Jak nie trudno się domyśleć, Ambasada była zamknięta. Udaliśmy się zatem do turystycznej dzielnicy Katmandu - Thamel. Długo dobijając targu, kupiliśmy dla mnie trekingowe sandały. Pogoda w Nepalu bardzo nas zaskoczyła i moje zabudowane buty niestety przy 21 stopniach nie spełniały swojej roli. Muszą poczekać zatem na nadejście zimy :)


We wtorek udało nam się także kolejny raz spotkać z Jerzym, po czym odbyliśmy spotkanie z naszymi nowymi znajomymi z Polskiej Akcji Humanitarnej - Agnieszką i Martą - które udzieliły nam wielu cennych wskazówek dotyczących budowy szkoły. Wiemy teraz dokładnie, gdzie powinniśmy się zgłosić i jakie formalności musimy jeszcze dopełnić. Dawno nie słyszałam tak wielu skompliwowanych informacji jednocześnie! Dziewczyny od lat pracują przy akcjach humanitarnych na bardzo dużą skalę i znają się na rzeczy.



PAH do sierpnia planuje odbudować pięć szkół w sąsiednim dystrykcie. Otrzymaliśmy kilka cennych kontaktów i po spotkaniu znów nabraliśmy wiatru w żaglach - mimo ciężkiej sytuacji i niewielkich zasobów finansowych rozpoczęcie projektu nie powinno się znacznie przesunąć. Odwiedziliśmy tego dnia także kilka sklepów budowlanych w Katmadu. Materiały na szczęście znacznie nie podrożały. Największym problemem będzie zatem paliwo. Wciąż musimy jeszcze sprawdzić, jak sytuacja wygląda w dystrykcie Gorkha.


Podczas naszych spotkań z Jerzym Kostrzewą i koleżankami z PAHu "zmuszeni" byliśmy odwiedzić zupełnie nieregionalne, a wręcz europejskie knajpki bądź restauracje. Na co dzień tego typu miejsca omijamy szerokim łukiem. Jemy na ulicy, w przydrożnych barach, razem z Nepalczykami. Delektujemy sie ich pysznymi, tradycujnymi potrawami, które mimo niesamowitego smaku są bardzo tanie. Chcemy żyć tak jak Nepalczycy, chcemy się z nimi asymilować.


We wspomnianych knajpach o europejskim standardzie ceny są bardzo wygórowane. Można tam jednak spotkać tłumy zagranicznych turystów, którzy przyjeżdżając do Nepalu jedzą hamburgery, pizze i włoskie makarony. Wciąż zaskakuje nas to zjawisko i nie możemy wyjść z podziwu.  Jesteśmy niemal jedynymi turystami, którzy jedzą to, co Nepalczycy i w dodatku razem z Nepalczykami. Czasem sami mieszkańcy są zaskoczeni naszą postawą, bo rzadko spotykają takich turystów :)


W środę (18.11.2015) wciąż nie udało nam się załatwić wizy do Indii. Podczas wizyty w Ambasadzie dowiedzieliśmy się, że aplikację można wypełnić jedynie online. W Nepalu, ze względu na odmienną kulturę, wszystkie formalności są bardzo zawiłe i ich dopełnianie przeciąga się w nieskonczoność. Nikt się tutaj nie śpieszy. Na samą wizę również będziemy czekać ponad tydzień. 
A więc do trzech razy sztuka! Do Ambasady udamy się w czwartek, zaraz po wizycie w kafejce internetowej.



W piątek jesteśmy umówieni z mężczyzną, który w Nepalu przebywa od kwietnia i prawdopodobnie przekaże nam wszystkie informacje dotyczące budowy szkół w dystrykcie Gorkha. Ze względu na wiele komplikacji i ciężką sytuację w kraju nasz pobyt w Katmandu cały czas się przedłuża. W dalszym ciągu mieszkamy w domu Pana Rama, z którym niedługo spotkamy się w Bakrang-6.


Jeśli chodzi o zimną wodę i łóżko z samych desek, wciąż jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Gdyby ktoś pozwolił mi wybrać jedną z dwóch rzeczy - ciepłą wodę bądź miękki materac, bez wachania wybrałabym ciepłą wodę. Spanie na twardym znoszę coraz lepiej. Kąpiel w zimnej wodzie jest jednak nieustannie dosyć problematyczna. Na nic jednak nie narzekam, prawdopodobnie do wszystkiego człowiek może się przyzwyczaić. Jeszcze zatęsknię za tym standardem, gdy dotrzemy do Bakrang i przyjdzie zima :)


Wciąż towarzyszy nam piękna pogoda. Lekko ponad 20 stopni, słońce i prawie bezchmurne niebo. Jak pogoda w Polsce? Listopad nadal taki ładny?


Mimo wielu wydeptanych już ścieżek w Katmandu, każdego dnia odkrywam w tym mieście coś na nowo. Zachwycam się ludźmi, którzy są niezwykle otwarci i sympatyczni. Na każdym kroku ktoś się z nami wita, ktoś nas pozdrawia. W Polsce jest to wręcz niespotykane zjawisko.





 Uruchomiliśmy także nowego maila: uprowadzonadonepalu@gmail.com - zapraszamy zatem do kontaktu. 


Pozdrawiamy Was gorąco! :)

Komentarze

  1. Sylwia, mam dla Ciebie praktyczną radę na gorący prysznic CODZIENNIE - butelka plastikowa (1,5 l, najlepsze są po coca-coli, bo mają dość twardy plastik, zakrętka podziurkowana (np. gorącą igłą), woda zagrzana grzałką w menażce. Jesteś niezależna! Ja nigdy w podróży nie biorę zimnych pryszniców - co to to nie! No chyba, że dla ochłody ;-)
    Pozdrawiamy Was mocno!!!
    Iwona

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty