Zaszczepieni na trzęsienie ziemi

Kiedy zapadły najważniejsze decyzje i kiedy uświadomiłam sobie wreszcie, że wyjeżdżam, nadszedł czas intensywnych przygotowań. Ze względu na fakt, iż o podróżach wiem naprawdę niewiele, od samego początku wszystko spoczywało na głowie Macieja. Gdyby ktoś powiedział mi: "przygotuj się najlepiej jak potrafisz, kup to, co uważasz za słuszne, zabierz to, co uważasz za najpotrzebniejsze i leć" - prawdopodobnie w mojej pierwszej podróży zgubiłabym samą siebie. Nie wspominając już, że o wielu istotnych kwestiach nawet nigdy bym nie pomyślała.

Maciej zaczął sporządzać długą listę rzeczy, które musimy ze sobą zabrać. Na pierwszy ogień poszła moja garderoba. Jak nie trudno się domyśleć, w szafie nie miałam nic, co mogłoby się sprawdzić w podróży. Szybkoschnące spodnie, bluzki i ręczniki? Buty trekkingowe, chusta wielofunkcyjna, bielizna termiczna? Uśmiechałam się tylko, gdy Maciej wymieniał kolejne elementy. Mimo swojej niewiedzy nie czułam strachu. Wiedziałam, że Maciej odpowiednio mnie przygotuje. Że o niczym nie zapomni.

Spędzając długie godziny w przymierzalniach, systematycznie uzupełnialiśmy nasze garderoby. 
-Jeszcze nigdzie nie wyjechałaś, a już powoli stajesz się podróżniczką! - śmiał się Maciej. 


Zakupy musiały być jednak bardzo przemyślane. Zgodnie z planem w Katmandu chcemy kupić motor, który da nam wolność i ułatwi przemieszczanie się po Nepalu. Własny środek lokomocji pomoże nam także w realizacji samego projektu. Dzięki niemu będziemy mogli jeździć od sklepu do sklepu, porównywać ceny materiałów budowlanych i wybierać te najkorzystniejsze.
Cały nasz bagaż musi zatem zmieścić się w sakwach motorowych i plecaku. Biorąc pod uwagę ilość sprzętu, który powinniśmy ze sobą zabrać, na ubrania pozostaje naprawdę niewiele miejsca. Dzisiaj jeszcze nie chce mi się wierzyć, że uda nam się upchnąć to wszystko. Nie mamy jednak wyjścia.

W jednym z poznańskich sklepów sprzedawca zapytał nas, gdzie i na jak długo się wybieramy. Gdy usłyszał o budowie szkoły w Nepalu, odpowiedział:
-No proszę, słyszałem! Pewnie jedziecie z Panem Pastwą?
Maciej zrobił się czerwony na twarzy i niepewnie rzekł -To ja jestem Panem Pastwą.
Jeszcze długo śmialiśmy się z tej sytuacji, opowiadając ją wszystkim znajomym. Wygląda na to, że o naszym projekcie dowiaduje się coraz więcej osób!

W ostatnich dniach września udaje nam się wreszcie dotrzeć do Sanepidu na szczepienia. To kolejny obowiązkowy punkt na liście przedwyjazdowych zadań.
-Nie przeraź się, jeśli Panie z Sanepidu będą chciały podać Ci wszystkie możliwe szczepionki. To ich praca. Nie ma potrzeby, abyśmy szczepili się na wszystko. - ostrzega mnie Maciej.
Do gabinetu wchodzimy razem. Maciej jako pierwszy odnawia dur brzuszny. Pozostałe szczepionki są wciąż aktualne. Ze mną Panie mają trochę więcej pracy. Tak jak Maciej przewidywał, Panie namawiały mnie na osiem różnych szczepień, a więc maksymalną dawkę, jaką można przyjąć podczas jednej wizyty. Z powagą opowiadały o groźnych chorobach, ich objawach i powikłaniach. Podkreślały mój młody wiek i długie życie, które wciąż mam jeszcze przed sobą. Czułam się lekko przestraszona i pytającym wzrokiem patrzyłam na Macieja.

Ostatecznie zostałam zaszczepiona na żółtaczkę typu A, dur brzuszny, polio i żółtą febrę. Szczepienie przeciwko tężcowi ominęło mnie ze względu na naturalną odporność, która utrzymuje się do 30 roku życia. Oczywiście szczepienie na żółtą febrę nie było konieczne, jednak Maciej uparł się, że muszę je zrobić.
-Mamy takie same szczepienia i od teraz jedziemy na tym samym wózku! - śmiał się.
Cztery ampułki, cztery ukłucia. Od tego momentu stałam się posiadaczką żółtej Międzynarodowej Książeczki Szczepień.



W międzyczasie Maciejowi wreszcie udaje się sprzedać mieszkanie. 173 tys. złotych przekazuje na cel odbudowy szkoły. 1 października, uzyskując ponad 102 tys. złotych, z sukcesem zamykamy także projekt na portalu Polak Potrafi. Jest co świętować! Jeszcze tego samego dnia spotykamy się w Stowarzyszeniu i pełni radości otwieramy butelkę szampana.

Po chwili relaksu ponownie wracamy do ciężkiej pracy. Na Polak Potrafi wsparły nas aż 782 osoby. Teraz musimy zająć się kontaktem z darczyńcami oraz kwestią przekazania nagród.
Maciej od dłuższego czasu prowadzi prezentacje o Nepalu w szkołach i przedszkolach - głównie tych z Wielkopolski. Opowiada najmłodszym o trzęsieniu ziemi, nepalskiej kulturze i naszym projekcie. Dzieci i młodzież z placówek oświatowych z zaangażowaniem zbierają dla nas pieniądze! Uzyskane kwoty przekazują na cel odbudowy szkoły w Bakrang-6.

Na początku października decydujemy się także na szybki remont w Stowarzyszeniu. Koniecznie musimy to zrobić jeszcze przed naszym wyjazdem. Wszyscy przebieramy się w robocze stroje, malujemy stoły, okna i ściany. Od teraz ma być u nas jasno i przytulnie!


Komentarze

Popularne posty