(Nie)zwykłe początki

„Is­tnieją dwa po­wody, które nie poz­wa­lają ludziom spełnić swoich marzeń. Naj­częściej po pros­tu uważają je za niereal­ne. A cza­sem na sku­tek nagłej zmiany lo­su poj­mują, że spełnienie marzeń sta­je się możli­we w chwi­li, gdy się te­go naj­mniej spodziewają. Wte­dy jed­nak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która pro­wadzi w niez­na­ne, strach przed życiem rzu­cającym no­we wyz­wa­nia, strach przed ut­ratą na zaw­sze te­go, do cze­go przy­wyk­li”.

Kilka prostych zdań z książki. Książki, która nie należy do moich ulubionych. Dziś okazuje się jednak, że ten zlepek słów, nie mający dla mnie jeszcze kilka tygodni temu większego znaczenia, opisuje niemal idealnie obecne wydarzenia i emocje z mojego życia. Życia, które w jednej chwili nabrało zawrotnego tempa i wywróciło się do góry nogami. A wszystko to za sprawą decyzji, którą ktoś podjął za mnie. Za sprawą przyszłej PODRÓŻY, która dziś wydaje się jedną wielką niewiadomą, a niebawem prawdopodobnie zmieni wszystko, co tylko da się zmienić. W tym także i mnie.

To blog z podróży i o podróży. Niewielki wycinek wirtualnej przestrzeni, na którym znajdą się zapiski z realizacji społecznego projektu – wkrótce odbudujemy jedną ze zniszczonych szkół w Nepalu. Brzmi niewiarygodnie? Czasem sama mam takie wrażenie. Jak się okazuje – to, co niewiarygodne, dzięki zaangażowaniu i ciężkiej pracy, znajduje się w zasięgu naszych rąk.

Na sam koniec, to także blog o życiu prywatnym. Nowych, nie wydeptanych jeszcze ścieżkach, o zmianie, o tym, co nieznane. A każde nieznane stanowi kompilację strachu i ekscytacji. To blog o przestrzeni, w której obowiązki i działanie społeczne splączą się z emocjami, wewnętrznymi doznaniami i wszystkim, co osobiste.

Początki, choć długie i zawiłe, stanowią niezwykle istotny element każdej opowieści. Jak zaczęła się zatem ta niezwykła historia? Dlaczego podróż, dlaczego szkoła, dlaczego Nepal, dlaczego ja?

Październik 2013. Przenoszę się na studia magisterskie z Gdańska do Poznania. Początkowo wszystko jest tutaj obce. Ulice, budynki, zakamarki, ludzie.

Czerwiec 2014. Za sprawą przypadku rozpoczynam studenckie praktyki w poznańskim Stowarzyszeniu „Lepszy Świat” (http://lepszyswiat.org.pl/). Choć zawsze interesowała mnie struktura organizacji pozarządowych, dotąd nigdy nie działałam społecznie. Od teraz przez miesiąc pomagam przy organizacji Światowego Dnia Uchodźcy i poznaję Macieja Pastwę – poznańskiego podróżnika i aktywistę. Właśnie ten element historii powinniście dokładnie zapamiętać, bo jak się następnie okaże, to on półtorej roku później wywróci moje życie do góry nogami.



Dalej jest już z górki. Łapię bakcyla. Zakochuję się w działalności Stowarzyszenia i jego ludziach. Jak łatwo się domyślić, wraz z praktykami nie kończy się moja przygoda w tym miejscu. Od października 2014 zaczynam koordynować projekt „Wolontariat z MOPR w poznańskich rodzinach”. Od tej pory „Lepszy Świat” staje się moim drugim domem. W Stowarzyszeniu jesteśmy tylko we czwórkę, ale tworzymy niezwykły zespół. Ja sama angażuję się niemal w każde działanie. Uświadamiam sobie, że to jest właśnie to, czego dotąd potrzebowałam, czego szukałam. Znalazłam się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Trafiony – zatopiony.



W międzyczasie poznaję lepiej Macieja, który ze Stowarzyszeniem prowadzi akcję „Poznaniacy pomagają uchodźcom syryjskim”. 24 tony darów trafiają do obozu dla uchodźców w Charmanli (Bułgaria). Jestem zafascynowana postawą i społecznymi dokonaniami Macieja. Jego otwartością na świat i innych ludzi. Jego zaangażowaniem i dobrocią. Tym, że jest w stanie oddać naprawdę wiele, by pomagać. By sprawiać innym radość. To z pewnością człowiek wyjątkowy.

Nie wszystko jest jednak takie kolorowe. Im bardziej go poznaję, tym ciężej się w z nim współpracuje, a im dłużej z nim współpracuję, tym bardziej mnie denerwuje. Na szczęście on sam zdaje sobie sprawę, że należy do osób z kategorii „trudnych”. Nieustannie przekonany o swojej racji – nie dostrzega podstawowych problemów. Chce wszystko robić szybko i sprawnie, a wciąż szuka dziury w całym, przez co praca ostatecznie się przeciąga. Ciągle coś poprawia, krytykuje, rzadko chwali pracę ludzi, którzy z nim działają. Nie lubi formalnych struktur, nie do końca zna się na nowych technologiach. Mimo to zawsze ma w tej sprawie coś do powiedzenia. To, co denerwuje mnie najbardziej, to fakt, że Maciej nie słucha ludzi, z którymi utrzymuje bliskie relacje. Nasze słowa często jak groch odbijają się od ściany. 

Luty 2015. Maciej wyjeżdża do Indii, by jako wolontariusz pomagać przy budowie studni w kolonii dla trędowatych (Puria). W międzyczasie dociera do Bangladeszu. 25 kwietnia przeżywa trzęsienie ziemi w miejscowości Rimbik, 20 km od granicy nepalskiej. Szybko dowiaduje się, że wstrząsy sejsmiczne stały się przyczyną potężnych zniszczeń w Nepalu. Dzień po trzęsieniu postanawia tam wjechać. Chce odnaleźć szkołę, którą można odbudować. Ostatecznie dociera do wioski Bakrang-6 w dystrykcie Gorkha. Tam decyduje się na pomoc. Chwila zastanowienia, wizyty w sklepach, drobne obliczenia. By odbudować szkołę potrzebuje 400 tys. zł. W głowie ma już cały plan – wróci do Polski i sprzeda kawalerkę, którą odziedziczył po babci. To zapewni mu niemal połowę kwoty. Resztę musi uzbierać. 


Jak pomyślał, tak zrobił. Po powrocie do Polski skontaktował się właśnie z nami.
- Razem odbudujemy szkołę! Musimy społecznie uzbierać ponad 200 tys. zł. Wchodzicie w to?
W ustach Macieja wszystko brzmiało banalnie. Nie zastanawialiśmy się długo. Jeśli nie Maciej i jeśli nie my, to kto? W maju 2015 decydujemy, że zabieramy się do pracy. Stowarzyszenie „Lepszy Świat” wraz z Maciejem Pastwą rozpoczyna projekt „Budujemy szkołę w Nepalu”.
CDN.

Komentarze

Popularne posty