"Budujemy szkołę w Nepalu"


W maju zapadła decyzja – rozpoczynamy przygotowania do projektu „Budujemy szkołę w Nepalu”. Maciej jest przekonany, jak zwykle w tego typu kwestiach, że zbiórka funduszy przebiegnie szybko i bez problemów. Nie zdaje sobie sprawy, jak wiele wysiłku musimy włożyć w przygotowanie i przeprowadzenie projektu. Szczególnie przy naszych ograniczonych zasobach - będziemy działać w piątkę. Na co dzień studiujemy bądź pracujemy. W Stowarzyszeniu jesteśmy po godzinach i właśnie w tym czasie realizujemy większość działań. Maciej jeszcze wtedy nie do końca nas słucha, a my mamy drobne wątpliwości. Czy powinniśmy angażować się w projekt? Czy damy radę? 400 tys. zł to bardzo duża kwota i ogromna odpowiedzialność społeczna. Wątpliwości pojawiające się po pierwszej fali euforii są jednak zupełnie naturalną reakcją. Rozum spiera się z emocjami. Mimo to chyba nikomu z nas nie przeszło przez myśl, żeby się wycofać.

Maciej pokazuje nam swoje zdjęcia z Nepalu. Przyglądamy się zniszczeniom po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi. W całym kraju runęło ponad 600 000 budynków. Zaglądamy do wioski Bakrang-6, w której ma powstać szkoła. Podziwiamy krajobraz, poznajemy miejscowych mieszkańców i małych Nepalczyków, którzy w szkole będą się uczyć. 



Z zaciekawieniem słuchamy opowieści Macieja. Jesteśmy zachwyceni, myślimy nad projektem, choć jeszcze długo nie dociera do nas, że niebawem być może uda nam się odbudować szkołę. Budynek będzie miał 500 m2 i 14 sal lekcyjnych. Maciej chce wrócić do Nepalu w listopadzie, po sezonie monsunowym, i osobiście koordynować całą budowę. Szkoła ma stanąć do maja 2016 roku. W Nepalu już niemal wszystko zostało ustalone. Maciej podpisał z władzami Gorkhy odpowiednią umowę. Miejscowi Nepalczycy są bardzo zaangażowani w projekt. Deklarują, że do przyjazdu Macieja rozbiorą zburzoną szkołę i wybudują szkołę tymczasową, aby dzieci kontynuowały edukację. Tak też robią. Tymczasowy, prowizoryczny budynek składa się z drewna i blachy falistej.


W międzyczasie Maciej mówi o planie sprzedaży mieszkania - kawalerki, którą odziedziczył po babci. Pieniądze chce przekazać na budowę szkoły. Nasza pierwsza reakcja? Zdziwienie, chociaż niewielkie. Patrzyliśmy po sobie pytającym wzrokiem – „żartuje czy nie?”. Nie. Nie żartuje. Jeśli ktoś miałby sprzedać mieszkanie na cele charytatywne – mógł być to tylko Maciej. Trochę się już znamy, stąd nasza reakcja.
Po kilku roboczych spotkaniach mamy już nazwę projektu i logotyp stworzony przez zaprzyjaźnionego grafika. Symbolem naszych działań staje się cegła. Maciej kupuje ich kilkadziesiąt. Każdą ręcznie ozdabiam logiem akcji i podziękowaniami. W pewnym momencie po nocach śnią mi się już tylko cegły.




Wspólnie decydujemy, że ¼ potrzebnej kwoty uzbieramy przez portal www.polakpotrafi.pl. Silnie wierzymy w powodzenie akcji crowdfundingowych. Nasz cel na portalu to 100 tys. zł. Przez niemal dwa miesiące w pocie czoła przygotowujemy wszystkie potrzebne materiały. W końcu, zadowoleni z ostatecznego efektu, z początkiem lipca startujemy z projektem „Budujemy szkołę w Nepalu” na https://polakpotrafi.pl/projekt/nepal. Mamy dokładnie 60 dni, by uzyskać 100% założonej kwoty. Inaczej żadne fundusze nie zostaną nam przekazane i wrócą do darczyńców. My jednak wierzymy, że się uda.


Zbiórka rozkręca się szybko. W projekt angażujemy poznańskie i ogólnopolskie media, które od dawna zainteresowane są działaniami Macieja. To duży plus dla naszego projektu. Udaje nam się również zdobyć poparcie wielu znanych osób ze świata podróży, sportu i kultury. Jest z nami m.in. Anna Czerwińska, Aleksander Doba, Rafał Sonik, Andrzej Bargiel, Łukasz Wierzbicki, Zespół Enej, Voo Voo, Strachy na Lachy, Sound’n’Grace, Dagadana i wielu innych.



  
Pieniędzy przybywa również na koncie. Ponadto organizujmy zbiórkę publiczną – w lipcu odwiedzamy festiwal Woodstock. Promujemy projekt i uzyskujemy aż 5 240 zł!
A potem… potem wszystko spowalnia. Pojawia się rozczarowanie i zwątpienie. Zbiórka na Polak Potrafi niemal stanęła. Robimy co możemy, hurtowo piszemy informacje prasowe, prośby o wsparcie, dzwonimy do wszystkich, którzy przychodzą nam na myśl. Podobno kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Efektów niestety brak. Do zwątpienia dołącza ogromne zmęczenie. Od miesięcy spędzamy przy projekcie każdą wolną chwilę, często zarywamy noce. Jesteśmy zdenerwowani i napięci. Zastanawiamy się, czy realizacja projektu na Polak Potrafi była dobrym pomysłem. Nieustannie odświeżamy stronę, licząc, że zebrana kwota wzrosła. Czasu jest coraz mniej i nie wygląda to najlepiej. Licznik zatrzymał się najpierw na 30, a potem na 50 tys. zł. Przez chwile wydaje się nam, że zmarnowaliśmy swoją energię na nieodpowiednie działania.
  
Wtedy pojawia się pierwszy większy kryzys. Maciej w środku nocy oznajmia, że nie ma siły, że chyba musimy zrezygnować. Że sprzeda mieszkanie, pojedzie do Nepalu i wybuduje pierwsze piętro szkoły, bo na tyle starczy mu pieniędzy. Nie wierzymy własnym uszom. Tak się nie postępuje, tak robią tylko dzieci. Pakują swoje zabawki i wychodzą z piaskownicy. A co z nami? Przecież akcja trwa w najlepsze, mówią o niej wszystkie media. Jak to wpłynie na Stowarzyszenie?
Niemal do 3 w nocy rozmawiam z Maciejem. Mówię mu o braku szacunku do naszej pracy. Jestem wściekła. ”Dlaczego z Maciejem tak ciężko się współpracuje? Jak to wytrzymać?" – myślę. Chyba wszyscy chwilowo mamy dosyć. Jesteśmy zmęczeni.
  
Następnego dnia widzimy się na spotkaniu w siedzibie Polak Potrafi. Maciej, jak gdyby nigdy nic, wita nas radośnie, z uśmiechem na twarzy. Dawno już zapomniał o tym, co działo się w nocy. Szybko wyjaśniamy sobie całą sytuację. I tak dzieje się za każdym razem, gdy w projekcie pojawiają się różnice zdań czy problemy. Potrafimy je efektywnie rozwiązywać, to świadczy o wewnętrznej sile naszej grupy, o spójności, która zlepia wszystkie działania, mimo że znacznie się od siebie różnimy.
Kryzysów było oczywiście więcej. Większych i mniejszych, bo przy dużych projektach nie zawsze jest kolorowo. Nie zawsze można być wesołym i uśmiechniętym. Nepalskie dzieci, czekające na pomoc, są dla nas jednak niezwykłą motywacją. Co jest najważniejsze? Wszystkie nasze działania są źródłem satysfakcji, której w żaden sposób nie da się zmierzyć.

  
W lipcu 2015 kończę studia. Jestem dumnym magistrem socjologii. Magistrem, który nie wie, co ma dalej robić. Od pięciu lat marzę o studiach doktoranckich, o tym, by prowadzić działalność naukową. Chwilę wcześniej decyduję jednak, że po magisterce na stałe wrócę do Gdańska. Wszyscy tam na mnie czekają – rodzina, przyjaciele, bliscy. Ostatecznie nie składam zatem dokumentów na studia doktoranckie w Poznaniu, chociaż otrzymuję taką propozycję. Myślę, by zrobić to w Gdańsku. Z drugiej strony sama nie jestem pewna, czy przez kolejne 4 lata chcę być studentką. Zachłysnęłam się działalnością w Stowarzyszeniu. Może powinnam zatem od razu poszukać pracy, która by mnie satysfakcjonowała? Czuję, że stoję na życiowym rozdrożu. Choć bardzo chciałabym podjąć decyzję, nie wiem, w którą stronę mam się zwrócić. Niektórym wyda się to niezwykle błahe – dla mnie był to jeden z poważniejszych dylematów.
  
Na początku sierpnia wracam do Gdańska. Łzy cisną mi się do oczu, gdy oddaję klucze od Stowarzyszenia. Już wtedy decyduję, że wrócę we wrześniu, by jeszcze przez miesiąc koordynować projekt „Wolontariat z MOPR w poznańskich rodzinach” i przeprowadzić rekrutację na moje stanowisko. Z Gdańska zdalnie pomagam przy projekcie nepalskim. Funduszy znowu zaczyna przybywać. Szybko wraca nadzieja, że na pewno się uda.

Komentarze

Popularne posty